czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 3 - ,,Żywy ogród w martwym domu''

- A co słuchać u Jamesa? - spytał mój ojciec, uśmiechając się sztucznie. Tak naprawdę od dwóch lat nie rozmawiał ze swoim bratem i nie obchodził go już tak jak wcześniej, więc dlaczego się o to pyta? Nie rozumiem.

- Wszystko u niego dobrze. Niedługo będzie żenił się z Delilah - moja ciotka odwzajemniła uśmiech, po czym kontynuowała - Nigdy w życiu nie widziałam go tak szczęśliwego! - zachichotała, wyrzucając ręce w powietrze - Kto by pomyślał, że kolejny mój braciszek będzie się żenić! Pamiętam jeszcze twój ślub z Chanel. Wyglądaliście na tak samo szczęśliwych

Może mi się to wydawało, ale ojciec zrobił się nagle smutny. Tak jakby wspominanie tego dnia teraz było dla niego czymś przygnębiającym.

- Wspaniale - wymamrotał, sięgając po swoją komórkę, tak jakby właśnie dostał jakąś niesamowicie ważną wiadomość, choć tak naprawdę wszedł tylko na jakąś bezsensowną stronę internetową. Zachowywał się naprawdę dziwnie, ale nie chciałam wnikać dlaczego, bo wiem, że do niczego by to doprowadziło.

Sztuczność. Czy mówiłam, jak bardzo jej nienawidzę? Bo kiedy w tych czasach człowiek mówi, lub robi to co naprawdę chcę? Mały wymuszony uśmiech, udawany zachwyt z prezentu, pocieszanie kogoś nawet jeżeli tak naprawdę nie obchodzą nas sprawy tej drugiej osoby. Nie żeby sama tego nie robiła. Bo robię, ale  czy to nie wydaję się dziwne? To jak bardzo wszyscy próbują upodobnić się do osób, jakimi nie są.

Ekran mojej komórki się rozświetlił, a ja zauważyłam, że dostałam wiadomość. Okazało się, że pochodziła ona od mojej kuzynki, którą z resztą widziałam dwa razy w życiu.

,, Angelica! Wszyscy na was czekamy :* Nie mogę się doczekać'' - szkoda, że ja nie mam nastawienia podobnego do niej.

- Ale czy mogę w ogóle się cieszyć? - pomyślałam.

 Układało mi się w miarę dobrze. Nie wyróżniałam się z tłumu, ludzie znali mnie tylko z widzenia i nie przeszkadzało mi to. Problem w tym, że moi rodzice dostali jedną głupią propozycję pracy w innym kraju, a już kazali mi i mojemu bratu kompletnie olać nasze wcześniejsze życie. To było niesprawiedliwe, naprawdę niesprawiedliwe. Dlaczego nie mogliśmy tam zostać? Sami. Bez żadnych ludzi ciągle dyrygującymi nami i krytykującymi.

Do naszego nowego miejsca zamieszkania dojechaliśmy piętnaście minut później. Otworzyliśmy bagażnik, zabraliśmy walizki i inne pudła, po czym skierowaliśmy się ku domu. Ciotka rozmawiała z moim bratem, który dostał powoli nerwicy z powodu jej ciągle powtarzających się pytań. Moi rodzice rozmawiali przez telefon, a zwyczajnie tak jak przez wcześniejsze godziny, słuchałam mojej ulubionej *playlisty piosenek.

Dom sprawiał wrażenie ogromnego, a jego ściany były białe. Ramy okien pomalowane na ciemnobrązowy podobnie jak drzwi i dach. Weszliśmy do środka. Wystrój domu był elegancki, schludny. Przystrojony w stylu moich rodziców. Jednak w tamtym domu nie było tylu roślin. Zdjęliśmy buty i skierowaliśmy się do kuchni. Nie będę powtarzać, w jakim to eleganckim stylu była przystrojona, bo to było chyba oczywiste. Nowoczesna lodówka, ale zwyczajne już ciemne, pojemne szafki z kolejnym tysiącem kwiatów. Czy w każdym domu Anglików tak jest? Czy to tylko u nas dom wygląda bardziej jak ogród? Na środku pomieszczenia stał szklany duży stół zapewne do naszych ,,wspólnych posiłków'', na których i tak nikt się nie pojawia. Gabinetu rodziców nie zwiedzaliśmy, ogrodu także nie, zajrzeliśmy jeszcze szybko do łazienek ustalając, która jest kogo, po czym każdy poszedł w swoją stronę. Sam wystrój w miarę mi się podobał, ale co z tego, jeżeli ten dom nie ma w ogóle wspomnień. Wydaję się martwy, nudny, bez wspomnień, bez charakteru, i za taki właśnie go uważałam. Chwilę błądziłam między korytarzami, aż zauważyłam duży napis: ,,Angelica''. Otworzyłam buzie ze zdziwienia. Przecież to jest różowe! Błagałam, aby mój pokój nie był w podobnej kolorystyce. W końcu wzięłam się za siebie i weszłam do środka. Kolorem ścian był bardzo jasny pudrowo różowy, meble białe. Nie było tak źle. Przynajmniej nie znalazłam tam żadnych lalek, prawda? Podeszłam do okna i chociaż jest to może dziwne, spojrzałam na firanki. Białe, ledwo przezroczyste z kryształkami u dołu. W pokoju znajdowała się jeszcze toaletka, biurko, miękka pufa, szafy no i oczywiście pudła, które zapewne przywędrowały tu już wcześniej... Wymieniać mogłabym wieczność.

W pokoju rozbrzmiał dźwięk powiadomienia o **sms'ie. Myślałam, że to kolejna wiadomość od Ambrell - mojej kuzynki, jednak tekst był od mojego brata. Czy on naprawdę jest tak bardzo leniwy, że nie może przyjść do mojego pokoju i zwyczajnie porozmawiać ze mną?

,,Angelica! Mama powiedziała, że jutro idziemy do naszej rodziny z Londynu'' - odczytałam wiadomość. Szybko wystukałam odpowiedź.

,,O której?''

,,Nie wiem'' - nie odpisałam. Byłam niesamowicie zmęczona, jednak nie miałam pojęcia, o której wyjdziemy jutro do naszej ,,rodziny'', a chciałam być już przecież rozpakowana. Zaczęłam od kosmetyków. Nie zajęło mi to dużo czasu. Następne były zeszyty i książki do nauki, choć zapewne dostanę kolejne w mojej nowej szkole i tak wzięłam je ze sobą. Następne książki, tym razem nie do uczenia się, a zwyczajnego czytania. Skończyłam. Kolejną rzeczą, jaką musiałam zrobić było posegregowanie ciuchów. Musiałam je jeszcze oprócz tego wsadzić do szafy. W końcu po czterech godzinach pracy, niemal zasypiałam na podłodze. Biorąc to za znak postanowiłam, więc zostawić segregowanie na jutro. Zostało mi jeszcze tylko trochę, a wiedziałam, że więcej nie wytrzymam. Z jednej sterty ciuchów zabrałam piżamę, idąc w stronę wyznaczonej dla mnie łazienki. Chyba nie muszę opisywać co tam robiłam, bo to oczywiste.

Wskoczyłam do łóżka, dziwnie się w nim czując. Takie nowe, nieużywane i świeże. Gdyby nie to jak bardzo wycieńczona byłam, pewnie bym nie usnęła. Jednak teraz zwyczajnie marzyłam, by znaleźć się w stanie błogiego snu i nie obchodziło mnie, czy jestem na podłodze, czy łóżku.

Następnego dnia wstałam o dziewiątej. Było to o wiele później niż zwykle z powodu braku budzika, który chcąc, nie chcą został w Ameryce. Jednak wtedy nie miało to znaczenia. Bo, hej! Póki co były wakacje. Nie mam lekcji. Uszykowałam się biorąc kąpiel, malując się i myjąc zęby. Ubrałam się w jakąś czarną sukienkę, a włosy ułożyłam w niechlujny kok. Byłam gotowa na kolejny dzień.

- Mamo? Właściwie to kiedy pojedziemy do naszej rodziny? - spytałam się mojej rodzicielki zmuszając się, by nie powiedzieć ,,rodzina'' sarkastycznie. Bo co to za rodzina, którą widziało się trzy razy w życiu i to do tego, wtedy gdy było się jeszcze dzieckiem, przez co nic się nie pamięta.

- Za godzinę. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza - pokręciłam głową.

- To dobrze, bo w tej sprawie nie masz nic do powiedzenia - ścisnęłam pięści słysząc słowa mojej matki. Nie odpowiedziałam. To nie miało sensu i tak wyszłoby, że to ja jestem ,,tą złą''. Ta godzina minęła niesamowicie szybko. Oczywiście matka uważała, że powinnam nałożyć bardziej elegancką sukienkę, ale po krótkiej sprzeczce wyszło na moją korzyść, bo nie musiałam się przebierać. Do tego dowiedziałam się, że dom, do jakiego mieliśmy iść stał parę ulic stąd. Szliśmy tam koło pięciu minut. Wreszcie stanęliśmy przed wielkimi drzwiami mojej ,,rodziny''.

- Angelica! Michael! - krzyknęła jakaś kobieta, której w ogóle nie kojarzyłam. Po chwili podbiegła do nas i przytuliła, najpierw mnie, potem Mike'a. Coraz więcej ludzie się zbierało. Widziałam już moją ciotkę, wujka i parę ludzi, których nie znałam. To było dziwne. Jakby wszyscy mnie znali, tylko ja nie kojarzyłam ich.

- Channel! - przekrzyknęła wszystkich starsza kobieta wyglądająca na sześćdziesięciolatkę - Moje dziecko - wtuliła się w moją matkę cicho szlochając. Nagle oderwała się i popatrzyła na mnie. Mogłam jej się w spokoju przyjrzeć. Obie kobiety - moja mama i ta staruszka były do siebie bardzo podobne. Tak samo niebieskie oczy, włosy tego samego koloru, a nawet podobny nos. Uznałam, więc, że jest to moja babcia co dużo by wyjaśniało.

- Angelica? - spytała niepewnie przesuwając się w moją stronę. Pokiwałam twierdząco głową nie wiedząc co innego mogę zrobić. Moja babka wtuliła się we mnie mocno, a ja niezręcznie odwzajemniłam uścisk.

- Dziecko drogie w życiu bym cię nie poznała - wyznała, a potem zwróciła się do mojej rodzicielki -  Ty i Angelica jesteście takie podobne - mówiąc to uśmiechała się szeroko - Jak bliźniaczki! - zaśmiała się głośno. Rozejrzałam się wokół salonu, w którym aktualnie staliśmy. Wzrok wszystkich skierowany był w naszą stronę, przez co ze skrępowania zarumieniłam się. Nienawidziłam, gdy ktoś zwracał na mnie jakąś większą uwagę, wolałam być niewidzialna, a w tej chwili patrzyło się na mnie do najmniej dziesięć osób. O dziesięć za dużo.

- Mamo - jęknęła młoda kobieta jaką była moja mama - Daj spokój...

- No, a teraz tłumacz się. Dlaczego nas nie odwiedzałaś? Masz dwójkę wspaniałych dzieci i nie przywoziłaś ich tu prawie nigdy

- Dobrze wiesz jak żyjemy. W tej chwili... - zaczęła, lecz moja babka jej przerwała:

- Ciężko pracujecie na to by móc żyć tak jak żyjecie- dokończyła lekko zawiedziona.

Zaczynałam wariować. Każdy chciał porozmawiać ze mną i Mike'iem, chociaż chwilkę, a ja nie wiedziałam do kogo mówić.

- Ambrell - ciotka zwróciła się do mojej kuzynki widząc, że byłam skrępowana tą sytuacją  - Pokaż Angelice swój pokój

- Jasne... - mruknęła nastolatka niechętnie odrywając swój wzrok od komórki - A! Tak! - krzyknęła już z większym entuzjazmem. Po chwili dosłownie pociągnęła mnie w głąb swojego domu . Mówiąc z prędkością światła i opowiadając o wszystkim od ścian do chłopaków.

- Angelica uwierz mi tutaj nie da się nudzić - odrzekła Ambrell, gdy znaleźliśmy się już w jej pokoju - Chłopaki, imprezy, alkohol, narkotyki - nie mogłam nic poradzić, że skrzywiłam się, gdy Am to wypowiadała - To naprawdę fajna zabawa - mrugnęła do mnie.

- Ambrell, słuchaj naprawdę nie chcę cię zranić, ale nie sądzę bym pasowała do takich przyjęć - mruknęłam rozglądając się wszędzie wokół, aby tylko nie spojrzeć na dziewczynę, która gdyby tylko mogła zabiłaby mnie swoim wzrokiem. Jednak w końcu spojrzałam w jej stronę, a jej uśmiech wybladł.

- Jak to? - pisnęła cieniutkim i oburzonym głosem. Zapewne nie spodziewała się odmowy. - Angie nie wymiękaj - jęknęła - Na początku miałam do tego identyczne nastawienie. Uwierz mi to z czasem przejdzie, więc nie udawaj jakiejś cnotki - wydęła usta - Tylko zwyczajnie wyluzuj  i korzystaj z chwili

 Na początku nie wiedziałam co powiedzieć. Ambrell była ode mnie lekko młodsza. Tak właściwie wyobrażałam ją sobie dalej z kucykami na głowie i inne dziecięcymi dodatki. Ale ona była inna.

- Nie Am, to nie ma sensu. Nie pasuję do takich wydarzeń. Ja... - próbowałam wytłumaczyć jej, że nie chciałam tam pójść. Blondynka niegrzecznie mi przerwała:

- Pasujesz! - niemal wykrzyczała - To już postanowione musimy jakoś uczcić twoje przybycie do Londynu - powiedziała - To zgadzasz się? - na chwilę otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale zdawałam sobie sprawę, że to i tak do niczego nie doprowadzi. Może piętnastolatka zapomni?

- Wspaniale - uśmiechnęła się ukazując rząd równych, białych zębów - Skoro tak jutro napiszę do ciebie z dokładną datą i miejscem twojego party - ucieszyła się dziewczyna - A teraz muszę pokazać ci pewne miejsce - złapała mnie za rękę i wyprowadziła z jej domu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dobra przyznaję się mnie osobiście rozdział się tak mocno nie podoba. Nie był zmuszany, ani nic, ale nie działo się w nim tyle ile chciałam by się działo, a przecież nie będę pisać nie wiadomo jak długiego rozdziału. Poza tym mam pytanie: Macie pomysł jakie może być zdrobnienie od imienia Ambrell? Ja osobiście mam już jeden pomysł.

* playlista - nie tłumaczyłam tego dosłownie bo myślę, że każdy zrozumie o co chodzi. Poza tym po polsku nie brzmi to już tak fajnie.

** sms'ie - nie byłam pewna, czy to słowo się odmienia, więc z góry przepraszam jeśli to błąd.

- A




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz