Usłyszałam bezlitosny budzik, który najwyraźniej nie zamierzał przestać brzęczeć. Ociężale nałożyłam moje białe, puszyste kapcie i podeszłam do urządzenia w zamiarze wyłączenia go. Kolejny męczący dzień. Zabrałam z krzesła wcześniej uszykowany zestaw ciuchów i niepewnym krokiem weszłam do łazienki. A może jeszcze trochę pośpię, a moja rodzina wyjedzie beze mnie? To zbyt piękne, by było prawdziwe. Po chwili rozkoszowałam się już chłodnym i orzeźwiającym natryskiem. Kroplami wolno spływającymi po moim ciele. Prysznice to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogły powstać. Można wejść i zrelaksować się, zapominając o całym bożym świecie. Pięć minut później wysuszyłam się i ubrałam. Gdy skończyłam, zbiegłam po schodach do kuchni, gdzie czekała na mnie reszta rodziny. Mama miała na sobie lekki makijaż, zakrywający jej ledwo widoczne, niedoskonałości, czarną spódnicę do kolan i białą koszulę. Wyglądała jakby za chwilę miała mieć jakieś ważne spotkanie, jednak dla niej była to codzienność. Ojciec ubraną miał na sobie czarną koszulkę z logo jego firmy, a pod jego oczami widniały ciemne cienie od zmęczenia. Michael - mój brat, w przeciwieństwie do mnie, wyglądał jakby nie spał od tygodnia. Wczorajszą noc spędził na płaczu i użalaniu się, więc nie dziwiłam się, że wyglądał tak, a nie inaczej. W myślach dziękowałam Bogu, że nikt nic nie mówił, a my w spokoju mogliśmy konsumować jedzenie. Na szczęście moja mama postanowiła zniszczyć tą bezpieczną dla nas sferę. Czujecie ten sarkazm?
- To... Cieszycie się...? - spytała niezręcznie moja matka. Niestety nie tędy droga. Mój brat, jakby zniesmaczony, rzucił mocno widelcem o talerz i odszedł od stołu, pozostawiając po sobie tylko brzęk po uderzeniu sztućca. Trzydziestodziewięcioletnia kobieta, jakby wcale nie spodziewała się tego wybuchu, siedziała z rozdziawioną buzią wytrzeszczając swoje niebiesko-zielone oczy. Chyba miała zamiar coś jeszcze powiedzieć, jednak pozostała przy cichym, ledwo słyszalnym przekleństwie. Chwilę później znów krzątała się gdzieś po kuchni, czegoś zapewne szukając. Szybko zjadłam śniadanie, po czym zniknęłam na górze.
Pudła. Dużo wszelakich pudeł i pudełeczek porozrzucanych po całym moim pokoju. ,,Zdjęcia'', ,,Ubrania 1'', ,,Ubrania 2'', ,,Filmy'', ,,Książki 1'', ,,Książki 2'', ,,Książki 3'', ,,Książki 4''. Miałam multum książek, więc to ich było najwięcej. Już od dziecka rodzice uczyli mnie je szanować i traktować niczym skarb. Książki były moimi jedynymi przyjaciółmi już od lat dziecięcych. Po takim czasie moja kolekcja ledwo mieściła się w trzech olbrzymich pudłach. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze tylko łóżko i jakaś komoda, którą zresztą zamierzałam sprzedać. Niczym zahipnotyzowana przyglądałam się ścianom wokół mnie zastanawiając się, jak ja ,typowa amerykanka, odnajdę się w Anglii. Przecież to kompletnie inny świat! Z tego co słyszałam, jest tam chorobliwie zimno, poza tym czytałam wiele historii kryminalnych rozgrywających się właśnie w Brytanii i jestem pewna, że przez pierwszy tydzień nie wyjdę z łóżka bojąc się, że ktoś mnie napadnie. Co prawda słyszałam także wiele pozytywnych historii o tym, jak ludzie są tam uprzejmi i mili, ale wydawały mi się one skoloryzowane lub zwyczajnie zmyślone. Bo nie oszukujmy się - kto tak nagle, bez powodu, podchodzi do jakiejś babci przeprowadzając ją przez ulicę, następnie pomagając zanieść jej zakupy do domu, od razu płacąc za nie i spóźniając się do własnej pracy? Raczej nikt.
Drzwi od mojego pokoju się uchyliły, a ja zobaczyłam w nich mojego ojca. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zazwyczaj nie wchodził w ogóle do mojego pokoju, a jeśli już to zawsze pukał. Mężczyzna widząc moje zmieszanie odezwał się:
- Przyszedłem znieść na dół te pudła - wyjaśnił - No wiesz... To praca wyłącznie dla mężczyzn - Uderzył swoją pięścią w klatkę piersiową próbując zażartować. Gdy tata nie zauważył na mojej twarzy uśmiechu, zasmucił się, więc aby poprawić mu humor sztucznie uśmiechnęłam się do niego. Brunet tylko podszedł do pudełek i nic nie mówiąc wziął jedno wychodząc szybko z pomieszczenia. Opadłam na łóżko wdychając ten specyficzny zapach, jaki zawsze panował w moim pokoju. Uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie nigdy więcej tego zapachu nie poczuję. Nigdy więcej nie zasnę w moim łóżku wśród kolorowych i puchatych poduszek, a także nigdy ponownie nie usiądę na parapecie przy oknie wśród znienawidzonych firanek. Właściwie nigdy nie zrobię już nic co robiłam do tej pory, a moje życie najprawdopodobniej obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale mam przeczucie, że nie będzie to dobra zmiana.
- Rzeczy załadowane - powiadomił moją rodzicielkę jeden z pracowników ciężarówki, która miała zawieść nasze rzeczy na lotnisko, a z lotniska prosto do samolotu.
- Wspaniale, czy mój mąż przekazał już państwu pieniądze? - spytała z sztucznym uśmiechem kobieta, delikatnie poprawiając włosy i bluzkę.
- Jakąś godzinę temu - odpowiedział jej mężczyzna z równie sztucznym wyszczerzeniem na twarzy. Od tej słabej gry aktorskiej miałam ochotę zwrócić moje śniadanie, więc zwyczajnie odwróciłam wzrok.
- Wspaniale - powtórzyła po raz kolejny blond-włosa, po czym stukając obcasami o chodnik odeszła w głąb domu, zapewne by po raz kolejny sprawdzić, czy wszystko dopięte jest na ostatni guzik.
Siedziałam w dość dużym czarnym samochodzie pogrążona w myślach. Obok mnie siedział Mike SMS-ując z kimś zawzięcie. Przypuszczam, że z Marlene, jego dziewczyną. Biedna, kiedy tylko dowiedziała się, że nastolatek musi wyjechać desperacko błagała go, by z nią nie zrywał i aby nie urywał z nią kontaktów. W końcu udało jej się przekonać chłopaka związkiem na odległość, choć doskonale wiem, że sam Michael w to nie wierzy. Gdy on SMS-ował z Marlene, ja spoglądałam przez szybę podziwiając wszystko wokół i pozwalając moim obawom wyjść z ukrycia i opanować mój umysł.
W trakcie lotu pilot może stracić kontrolę nad samolotem. Maszyna zacznie spadać, po czym rozbiję się na kawałki uderzając o jakąś skałę i paląc się jednocześnie. Mniej więcej tak wyobrażam sobie ten lot. Może zbytnio się denerwuję? Przecież codziennie tyle ludzi leci gdzieś samolotem. Tylko nieliczne się psują. Tylko nieliczne spadają, powodując śmierć tysięcy ludzi. Tylko nieliczne ostatecznie lądują, tak jak wspomniałam wcześniej.
- To co, kochani? Gotowi? - spytała moja matka trzaskając drzwiami samochodu. Mruknęłam coś pod nosem, a Mike nie zauważył nawet, że kobieta weszła już do środka. Auto ruszyło. Aby nie słyszeć moich irytujących rodziców w uszy wsadziłam słuchawki odpalając na mojej komórce muzykę i słuchając ją, aż do dotarcia na miejsce.
Lekko przestraszona spoglądałam przez okno samolotu, próbując wsłuchać się w tekst jakiejś dennej piosenki, która leciała w tej chwili na mojej komórce.
- Wszystkich pasażerów prosimy o zapięcie pasów. Samolot startuję za trzy minuty - oznajmił głos którejś ze stewardess. Posłusznie wykonałam polecenie nadane przez kobietę. - Przypominam także, że w trakcje lotu całkowicie zakazane jest palenie papierosów, a także spożywanie alkoholu niezakupionego na pokładzie samolotu. Za chwilę startujemy, dla tego proszę o wyłączenie wszelkich telefonów i tabletów, bądź jeśli znajdzie się taka możliwość ustawienie trybu samolotowego na urządzeniu. Dziękujemy za uwagę i życzymy miłego lotu!
Moja głowa opadła zmęczona na fotel. Zamknięta od ośmiu do dziewięciu godzin w urządzeniu, któremu w żadnym stopniu nie ufam. Wspaniale. Nie wyobrażałam sobie co mogłabym robić przez cały ten czas. Chyba jedyne, na co mogę teraz liczyć to, to, że jakoś przeżyję na czytaniu książek, jedzeniu i spaniu. Tak, to był dobry pomysł.
- Angelinco - odezwał się mój tata szturchając mnie lekko. Och, jak ja bardzo nienawidzę tego zdrobnienia. Szybko wyjęłam słuchawki z moich uszu. - Chcesz coś do jedzenia? To naprawdę długa podróż, a ja nie chcę abyś...
- Nie trzeba. Nie jestem głodna - wytłumaczyłam trochę zbyt szybko. Ojciec spojrzał na mnie krzywo.
- Angelica, dobrze wiesz co myślimy o tych twoich ,, dietach cud'' - Ze złości ścisnęłam moje pięści zaciskając je na oparciu krzesła.
- Nie o to chodzi - warknęłam nieprzyjaźnie do mężczyzny, który był raczej zaskoczony moim wybuchem. - Zwyczajnie nie jestem głodna - wysyczałam, po czym zdenerwowana odwróciłam się z powrotem w stronę okna w myślach odliczając do stu i po raz kolejny wtykając w uszy słuchawki od telefonu. To będzie długa i męcząca podróż. Czuję to.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani bardzo przepraszam i choć chciałabym by ten rozdział jako PIERWSZY okazał się żywy, pełen akcji i wciągający ale jest to taka historia, że po prostu NIE MOGŁAM wprowadzić od razu wszystkiego na raz, bo historia rozwinęła by się zbyt szybko, a tego w wszelkich powieściach osobiście nie cierpię. Ale muszę przyznać, że wszystko zależy od rodzaju opowieści. No cóż ja kończę. Pamiętajcie komentujcie! To bardzo motywuje!
- Buziaki April
- To... Cieszycie się...? - spytała niezręcznie moja matka. Niestety nie tędy droga. Mój brat, jakby zniesmaczony, rzucił mocno widelcem o talerz i odszedł od stołu, pozostawiając po sobie tylko brzęk po uderzeniu sztućca. Trzydziestodziewięcioletnia kobieta, jakby wcale nie spodziewała się tego wybuchu, siedziała z rozdziawioną buzią wytrzeszczając swoje niebiesko-zielone oczy. Chyba miała zamiar coś jeszcze powiedzieć, jednak pozostała przy cichym, ledwo słyszalnym przekleństwie. Chwilę później znów krzątała się gdzieś po kuchni, czegoś zapewne szukając. Szybko zjadłam śniadanie, po czym zniknęłam na górze.
Pudła. Dużo wszelakich pudeł i pudełeczek porozrzucanych po całym moim pokoju. ,,Zdjęcia'', ,,Ubrania 1'', ,,Ubrania 2'', ,,Filmy'', ,,Książki 1'', ,,Książki 2'', ,,Książki 3'', ,,Książki 4''. Miałam multum książek, więc to ich było najwięcej. Już od dziecka rodzice uczyli mnie je szanować i traktować niczym skarb. Książki były moimi jedynymi przyjaciółmi już od lat dziecięcych. Po takim czasie moja kolekcja ledwo mieściła się w trzech olbrzymich pudłach. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze tylko łóżko i jakaś komoda, którą zresztą zamierzałam sprzedać. Niczym zahipnotyzowana przyglądałam się ścianom wokół mnie zastanawiając się, jak ja ,typowa amerykanka, odnajdę się w Anglii. Przecież to kompletnie inny świat! Z tego co słyszałam, jest tam chorobliwie zimno, poza tym czytałam wiele historii kryminalnych rozgrywających się właśnie w Brytanii i jestem pewna, że przez pierwszy tydzień nie wyjdę z łóżka bojąc się, że ktoś mnie napadnie. Co prawda słyszałam także wiele pozytywnych historii o tym, jak ludzie są tam uprzejmi i mili, ale wydawały mi się one skoloryzowane lub zwyczajnie zmyślone. Bo nie oszukujmy się - kto tak nagle, bez powodu, podchodzi do jakiejś babci przeprowadzając ją przez ulicę, następnie pomagając zanieść jej zakupy do domu, od razu płacąc za nie i spóźniając się do własnej pracy? Raczej nikt.
Drzwi od mojego pokoju się uchyliły, a ja zobaczyłam w nich mojego ojca. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zazwyczaj nie wchodził w ogóle do mojego pokoju, a jeśli już to zawsze pukał. Mężczyzna widząc moje zmieszanie odezwał się:
- Przyszedłem znieść na dół te pudła - wyjaśnił - No wiesz... To praca wyłącznie dla mężczyzn - Uderzył swoją pięścią w klatkę piersiową próbując zażartować. Gdy tata nie zauważył na mojej twarzy uśmiechu, zasmucił się, więc aby poprawić mu humor sztucznie uśmiechnęłam się do niego. Brunet tylko podszedł do pudełek i nic nie mówiąc wziął jedno wychodząc szybko z pomieszczenia. Opadłam na łóżko wdychając ten specyficzny zapach, jaki zawsze panował w moim pokoju. Uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie nigdy więcej tego zapachu nie poczuję. Nigdy więcej nie zasnę w moim łóżku wśród kolorowych i puchatych poduszek, a także nigdy ponownie nie usiądę na parapecie przy oknie wśród znienawidzonych firanek. Właściwie nigdy nie zrobię już nic co robiłam do tej pory, a moje życie najprawdopodobniej obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale mam przeczucie, że nie będzie to dobra zmiana.
- Rzeczy załadowane - powiadomił moją rodzicielkę jeden z pracowników ciężarówki, która miała zawieść nasze rzeczy na lotnisko, a z lotniska prosto do samolotu.
- Wspaniale, czy mój mąż przekazał już państwu pieniądze? - spytała z sztucznym uśmiechem kobieta, delikatnie poprawiając włosy i bluzkę.
- Jakąś godzinę temu - odpowiedział jej mężczyzna z równie sztucznym wyszczerzeniem na twarzy. Od tej słabej gry aktorskiej miałam ochotę zwrócić moje śniadanie, więc zwyczajnie odwróciłam wzrok.
- Wspaniale - powtórzyła po raz kolejny blond-włosa, po czym stukając obcasami o chodnik odeszła w głąb domu, zapewne by po raz kolejny sprawdzić, czy wszystko dopięte jest na ostatni guzik.
Siedziałam w dość dużym czarnym samochodzie pogrążona w myślach. Obok mnie siedział Mike SMS-ując z kimś zawzięcie. Przypuszczam, że z Marlene, jego dziewczyną. Biedna, kiedy tylko dowiedziała się, że nastolatek musi wyjechać desperacko błagała go, by z nią nie zrywał i aby nie urywał z nią kontaktów. W końcu udało jej się przekonać chłopaka związkiem na odległość, choć doskonale wiem, że sam Michael w to nie wierzy. Gdy on SMS-ował z Marlene, ja spoglądałam przez szybę podziwiając wszystko wokół i pozwalając moim obawom wyjść z ukrycia i opanować mój umysł.
W trakcie lotu pilot może stracić kontrolę nad samolotem. Maszyna zacznie spadać, po czym rozbiję się na kawałki uderzając o jakąś skałę i paląc się jednocześnie. Mniej więcej tak wyobrażam sobie ten lot. Może zbytnio się denerwuję? Przecież codziennie tyle ludzi leci gdzieś samolotem. Tylko nieliczne się psują. Tylko nieliczne spadają, powodując śmierć tysięcy ludzi. Tylko nieliczne ostatecznie lądują, tak jak wspomniałam wcześniej.
- To co, kochani? Gotowi? - spytała moja matka trzaskając drzwiami samochodu. Mruknęłam coś pod nosem, a Mike nie zauważył nawet, że kobieta weszła już do środka. Auto ruszyło. Aby nie słyszeć moich irytujących rodziców w uszy wsadziłam słuchawki odpalając na mojej komórce muzykę i słuchając ją, aż do dotarcia na miejsce.
Lekko przestraszona spoglądałam przez okno samolotu, próbując wsłuchać się w tekst jakiejś dennej piosenki, która leciała w tej chwili na mojej komórce.
- Wszystkich pasażerów prosimy o zapięcie pasów. Samolot startuję za trzy minuty - oznajmił głos którejś ze stewardess. Posłusznie wykonałam polecenie nadane przez kobietę. - Przypominam także, że w trakcje lotu całkowicie zakazane jest palenie papierosów, a także spożywanie alkoholu niezakupionego na pokładzie samolotu. Za chwilę startujemy, dla tego proszę o wyłączenie wszelkich telefonów i tabletów, bądź jeśli znajdzie się taka możliwość ustawienie trybu samolotowego na urządzeniu. Dziękujemy za uwagę i życzymy miłego lotu!
Moja głowa opadła zmęczona na fotel. Zamknięta od ośmiu do dziewięciu godzin w urządzeniu, któremu w żadnym stopniu nie ufam. Wspaniale. Nie wyobrażałam sobie co mogłabym robić przez cały ten czas. Chyba jedyne, na co mogę teraz liczyć to, to, że jakoś przeżyję na czytaniu książek, jedzeniu i spaniu. Tak, to był dobry pomysł.
- Angelinco - odezwał się mój tata szturchając mnie lekko. Och, jak ja bardzo nienawidzę tego zdrobnienia. Szybko wyjęłam słuchawki z moich uszu. - Chcesz coś do jedzenia? To naprawdę długa podróż, a ja nie chcę abyś...
- Nie trzeba. Nie jestem głodna - wytłumaczyłam trochę zbyt szybko. Ojciec spojrzał na mnie krzywo.
- Angelica, dobrze wiesz co myślimy o tych twoich ,, dietach cud'' - Ze złości ścisnęłam moje pięści zaciskając je na oparciu krzesła.
- Nie o to chodzi - warknęłam nieprzyjaźnie do mężczyzny, który był raczej zaskoczony moim wybuchem. - Zwyczajnie nie jestem głodna - wysyczałam, po czym zdenerwowana odwróciłam się z powrotem w stronę okna w myślach odliczając do stu i po raz kolejny wtykając w uszy słuchawki od telefonu. To będzie długa i męcząca podróż. Czuję to.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani bardzo przepraszam i choć chciałabym by ten rozdział jako PIERWSZY okazał się żywy, pełen akcji i wciągający ale jest to taka historia, że po prostu NIE MOGŁAM wprowadzić od razu wszystkiego na raz, bo historia rozwinęła by się zbyt szybko, a tego w wszelkich powieściach osobiście nie cierpię. Ale muszę przyznać, że wszystko zależy od rodzaju opowieści. No cóż ja kończę. Pamiętajcie komentujcie! To bardzo motywuje!
- Buziaki April
Zapowiada się ciekawie, czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńhttp://seethelifeofthisbetterparties.blogspot.com/
Dziękuję :) Następny Rozdział pojawi się dosłownie za chwilę
Usuń- A