Po moim pokoju rozległ się głośny i donośny dźwięk budzika. Dzwonił przez parę minut, torturując moje bębenki w uszach. Jęknęłam, przewracając się i z impetem wkurzona zrzuciłam go z mojej szafki nocnej, stojącej obok. Po chwili usłyszałam dźwięk zbijania się szkła. Mój budzik był zrobiony z szkła. Od razu się rozbudziłam. Spojrzałam na podłogę. Dalej słychać było ciche i zniekształcone dźwięki pochodzące z urządzenia, jednak zdecydowanie nie był już do użytku.
- Jasna cholera, Angelica! - krzyknęłam sama do siebie, zaczynając zbierać rozbite szkło z podłogi. Niestety byłam na tyle lekkomyślna, że zbierałam je rękami, zamiast sprzątnąć to szczotką na tace i wyrzucić. Dopiero chwilę później zorientowałam się jak idiotycznie postępuję, akurat podczas, gdy mały kawałek szkła wbił mi się w rękę. Przeklnęłam, dalej poddenerwowana całym zajściem. Ostrożnie wyjęłam szkło z dłoni, po czym na wszelki wypadek odkaziłam ranę. Wtedy uderzyła do mnie jedna rzecz.
- Przecież mam szkołę... - wyszeptałam. - Mam szkołę! - wrzasnęłam niczym wariatka, po czym niczym poparzona pobiegłam do łazienki. Prędko zdjęłam swoje ciuchy i weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Umyłam się, ubrałam, a nawet zrobiłam sobie lekki makijaż, po czym podbiegłam do mojej komórki, aby sprawdzić godzinę. Nie miałam wiele czasu, ale wystarczająco, żeby przygotować się i dojść do mojej nowej szkoły. Postanowiłam na śniadanie przyrządzić sobie zwyczajne kanapki. Nie miałam ochoty gotować. Zjadłam je powoli, najadając się. Zabrałam moją torbę. Już miałam wybiegać z domu, aby złapać autobus, gdy zatrzymało mnie wołanie mojego imienia. Zdziwiona odwróciłam się, dostrzegając za sobą Mike'a.
- Chcesz żebym cię podwiózł? - spytał się brunet. Pokiwałam głową, po czym weszłam do nie wielkiego samochodu. Zapinałam pas, gdy chłopak odezwał się:
- Poczekaj - zaczął. - Muszę zapalić
- Palisz? - wytrzeszczyłam oczy. To nie było do niego podobne. Mike nigdy nie rozumiał jak ktokolwiek mógł robić coś takiego. Nagle zobaczyłam go z papierosem w ręku i zwyczajnie się pogubiłam. Dlaczego on to robi? Od kiedy?
- Nie widać? - spytał retorycznie. - Poza tym nie powinno cię to interesować - dopowiedział nie zbyt grzecznie. Nie odpowiedziałam. Kolejny raz poczułam się jak idiotka.
- No jasne - mruknęłam pod nosem, próbując ukryć zażenowanie. Odwróciłam się w stronę szybę, po czym zaczęłam rozmyślać. Byłam ciekawa tego jak będzie wyglądał ten dzień. Ewentualne scenariusze zazwyczaj nie kolorowe, zapanowały moją głowę. Bałam się, że ludzie mnie nie polubią, albo, że się wygłupię. Że upadnę, a ludzie będą się śmiać, albo, że jakaś dziewczyna się mnie uczepi, a ja nie będę miała życia do końca roku. Ale był też inny scenariusz. Być niewidzialna. Tyle, że nie miałam takiej mocy, choć bardzo by mi się wtedy przydała. Być niewidzialna. Może to był mój błąd? Może to z tego powodu sprawy się tak potoczyły. Może powinnam była być niewidzialna? Cicha? Szara? Neutralna? Może wtedy ludzie by mnie polubili?
- Mamo? Co jeśli mnie nie polubią? - mała szatynka, siedziała już w samochodzie z małym plecakiem obok. Dotychczas była pewna, że będzie wspaniale, ale wtedy zaczęły łapać ją wątpliwości.
- Polubią - zapewniła ją matka, sztucznie się uśmiechając. Niczego nieświadoma dziewczyna odważyła się jej uwierzyć. Może to właśnie był jej pierwszy błąd?
Moje wspomnienia dźwięk SMS'a. W komórce, w okienku powiadomień zauważyłam, że faktycznie dostałam od kogoś wiadomość. Spojrzałam na nadawcę wiadomości, którym była Ambrell. Otworzyłam ją, po czym zaczęłam czytać.
,,Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o swoim pierwszym dniu w szkole
- A''
Zaczęłam szybko wystukiwać na ekranie telefonu odpowiedz, ukradkiem spoglądając na swojego brata, który nadal wypalał papierosa. Skrzywiłam się, zauważając jak bardzo był w tamtej chwili podobny jest do Ambrell.
,, Oczywiście, że nie. Właściwie jestem już w drodze'' - odpisałam.
Dla zabicia ciszy i nudy w oczekiwaniu na odpowiedz postanowiłam włączyć radio. Tak, więc zrobiłam i nie zastanawiając się wybrałam pierwszą lepszą piosenkę na płycie wsadzonej w odtwarzaczu. Akurat grała jakaś nowa i znana piosenka, której tytułu nie mogłam sobie przypomnieć. Nie pasowała mi, więc postanowiłam, jednak ją zmienić. Sięgnęłam ręką w stronę odtwarzacza, gdy usłyszałam mocne trzaskanie drzwiami. Do środka wszedł mój brat, po czym usiadł na swoim miejscu i szybko odpalił auto.
,,Nie zgubisz się?'' - na moim telefonie ukazała się nowa wiadomość od mojej kuzynki.
,,Mój brat mnie podwozi'' - napisałam do niej, z zaciekawieniem przyglądając się Mike'owi.
- Zapnij pasy - rozkazał mi brunet, sam robiąc to samo. Zrobiłam to, po czym kolejny raz spojrzałam na ekran telefonu.
,,Może inaczej. Mike was nie zgubi?''
,,Raczej nie'' - szybko odpisałam.
- Angelica, zaraz będziemy - poinformował mnie brat, delikatnie hamując.
- Jasne, dzięki - odparłam. Spojrzałam za okno, przyglądając się każdej najmniejszej rzeczy. Widziałam drzewa, krzaki, ale także budynki. Ludzi idących do pracy lub szkoły. Byliśmy już coraz bliżej. Strach i podekscytowanie rozrywało mnie od środka. Po chwili ujrzałam duży szyld z napisem: ,,Witamy w naszej szkole!''. Pot zalał mnie od środka. Widziałam coraz więcej ludzi.
- Hej, Angelica, to tylko szkoła, nie denerwuj się tak - odezwał się Michael, widząc jak bardzo się denerwowałam. Ja tylko przełknęłam ślinę i czekałam na chwilę, gdy auto się zatrzyma. Nie długo, parę minut później Mike stanął na parkingu szkolnym, a ja otworzyłam drzwi ze strony pasażera, wychodząc na zewnątrz. Z moją twarzą zderzyło się świeże powietrze. Od razu poczułam się lepiej. Powoli szłam w stronę budynku. Szkoła była ogromna i zadbana. Widziałam setki okien, umieszczonych w jego ścianach. Setki nastolatków, wchodzących do środka. Być niewidzialna. Próbując wtopić się w tłum w końcu weszłam do budynku. Można uwierzyć mi lub nie, ale gdy pierwszy raz to ujrzałam, aż otworzyłam buzie ze zdziwienia. Musiałam wyglądać co najmniej komicznie. Dwie dziewczyny przechodzące akurat obok zachichotały z mojej reakcji, a ja zawstydzając się lekko, szybko przywróciłam się do porządku. Rozglądałam się po całym korytarzu, próbując znaleźć Ambrell, jednak jej nigdzie nie było. Zaczęłam przeszukiwać całą moją torebkę, aby wziąć do ręki telefon. W końcu go miałam.
,,Gdzie jesteś? - wysłałam. Nerwowo czekałam na odpowiedź, dalej się rozglądając. Już miałam wejść w głąb szkoły i jej poszukać, gdy wpadłam na jakąś dziewczynę. Na oko miała tyle samo lat co ja. Błyszczące długie ciemne włosy, niebieskie oczy i idealną cerę.
- O Boże! Ja tak bardzo przepraszam! - zaczęła dziewczyna, chodząc nerwowo. - Nie zauważyłam cię i... To moja wina, ja... - nagle brunetka spojrzała na osobę, którą potrąciła, którą byłam ja. Zmarszczyła brwi, na chwilę zamilkając.
- To ty jesteś tą nową uczennicą? Angelica Hearingway, tak? - spojrzała na mnie.
- Hemmingway, ale nie martw się było blisko - uśmiechnęłam się do niej. Nastolatka zarumieniła się lekko z powodu swojej głupiej pomyłki.
- Jeszcze raz przepraszam, powinnam ci pomagać, a na razie sprawiam tobie same problemy. Mówiłam Holly, aby nie przydzielała mnie do oprowadzania ciebie, ale ona oczywiście musiała postawić na swoje. Bo przecież Olivia też mogłaby cię oprowadzić! Ale Holly wybrała mnie... - opowiadała ciemnowłosa. Zmarszczyłam brwi nie mogąc połapać się w tym o czym mówiła. Kim była Holly? Kim była Olivia?
- No, tak. Ja jestem Lily - dziewczyna wystawiła do mnie rękę w przyjaznym geście, na początku trochę się wahałam, ale w końcu ją ścisnęłam. Lily uśmiechnęła się do mnie.
- Skoro już tu jesteś chciałabyś abym cię oprowadziła? - spytała przyjaźnie.
- Nie trzeba, my ją oprowadzimy - odezwał się czyjś głos, pochodzący zza mnie. Odwróciłam się, widząc grupę ludzi. Lekki się zaniepokoiłam, ale moje obawy odeszły w bok, gdy pośród ludzi zauważyłam Ambrell. Nie sądziłam, że ma tyle znajomych.
- No chodź mała, nie wstydź się - zachęcał mnie jeden z nich, choć w jego głosie czułam drwinę. Był to wysoki i wysportowany brunet z niesamowitymi oczami. Po chwili odezwała się Ambrell.
- No chodź! - krzyknęła moja kuzynka, śmiejąc się. Spojrzałam na Lily, a raczej na miejsce w jakim niedawno stała. Nie było jej. Nieśmiało ruszyłam ku grupie. Rozległy się gwizdy, klaski i drwiny. Jestem niemal pewna, że byłam cała czerwona. Moje policzki niesamowicie mnie piekły. Najchętniej zakopałabym się pod ziemie. Nie podobało mi się to jak wiele zamieszania robi sobą grupa Ambrell i sama ona.
- Nie zadawaj się z nią - zwróciła się do mnie dziewczyna. Spojrzałam na nią zdezorientowana, nie wiedząc o czym mówi. - Z Lily.
- Dlaczego? - spytałam, kompletnie nie mogąc uwierzyć jak można nie lubić tak sympatycznej dziewczyny. Znaczy, wydawała się sympatyczna, bo tak właściwie nawet jej nie znałam i nie powinnam była jej oceniać. Ale nie zmieniało to tego, że wyglądała na miłą.
- Po prostu tego nie rób - odszepnęła lekko zirytowana. Ja postanowiłam więcej się nie odzywać.
- To tak słuchajcie, to jest Angelica - wzięła głos, wskazując na mnie. - Jest tutaj nowa
- Zauważyliśmy - odezwał się czyjś głos.
- Zamknij się, Trevor - warknęła w stronę jednego z chłopaków. On tylko prychnął, zamilkając. Nagle przede mną pojawiła się niska, blondynka z wielkimi brązowymi oczami. Uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę.
- Miło mi się poznać, Angelica. Jestem Jo - odezwała się. Także się uśmiechnęłam, po czym uścisnęłam jej dłoń.
- Mi również - odparłam, nerwowo spoglądając na resztę grupy przyglądającej się nam. Po chwili podszedł do mnie chłopak. Wysoki, nie chudy, ale nie gruby. Miał piękne duże zielone oczy i brązowe gęste włosy.
- Ja jestem Felix - powiedział, uśmiechając się zniewalająco.
- No, a ja Collin - burknął ten sam wysoki brunet co wcześniej. Nie wyglądał na zbyt ucieszonego moim towarzystwem. Po kolei każdy mi się przedstawił, gdy ja próbowałam to wszystko zapamiętać. W końcu każdy zaczął ze sobą rozmawiać, podczas gdy ja nasłuchiwałam się z boku.
- Hej, Bry! Pamiętasz o sobotniej imprezie? - krzyknął z tego co pamiętałam Trevor.
- Oczywiście, że tak - roześmiała się Ambrell. - Adrianne idzie wraz z tobą? - dopytywała się blondynka.
- Ta, najprawdopodobniej, ale nie jest jeszcze zdecydowana - wymruczał chłopak, a w jego głosie wyczuć można było zdenerwowanie. Najwyraźniej nie chciał o tym rozmawiać.
- Słyszałem, że Elliot robi jeszcze większą imprezę niż zazwyczaj – odezwał się inny chłopak. – I będzie zioło – uśmiechnął się, tego było zbyt wiele. To zdecydowanie nie było towarzystwo dla mnie.
- Ambrell, idę na lekcję – oschle zwróciłam się do mojej kuzynki, a ona spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pójść z tobą? – spytała, sztucznie się uśmiechając.
- Nie dzięki – mruknęłam. Odwróciłam się nerwowo i odeszłam w głąb szkoły, stukając swoimi butami o podłogę.
Tak, nie wiedziałam gdzie jestem. Tak, postąpiłam głupio i tak, właśnie się zgubiłam. Czy może być gorzej? Najwyraźniej, a ja miałam wrażenie, że później będzie tylko gorzej.
---------------------------
Hej kochani! Zdaję sobie sprawę, że na ten rozdział czekać trzeba było naprawdę długo. (czyt. miesiąc), ale uwierzcie mi nigdy nie miałam takiego zawieszenia. Nie dość, że trzeba było poprawić wszystkie oceny, bo jak wiadomo zbliżają się wakację, to nie miałam siły i chęci na napisanie tego rozdziału. Zmieniałam go tysiące razy, tysiące razy zmieniałam imiona, wydarzenia i przyznam, że w pewnym momencie sama się pogubiłam, ale ważne, że rozdział już jest. Postaram się, aby kolejny był już szybciej. Zresztą mam już trochę napisane.
- A
- Jasna cholera, Angelica! - krzyknęłam sama do siebie, zaczynając zbierać rozbite szkło z podłogi. Niestety byłam na tyle lekkomyślna, że zbierałam je rękami, zamiast sprzątnąć to szczotką na tace i wyrzucić. Dopiero chwilę później zorientowałam się jak idiotycznie postępuję, akurat podczas, gdy mały kawałek szkła wbił mi się w rękę. Przeklnęłam, dalej poddenerwowana całym zajściem. Ostrożnie wyjęłam szkło z dłoni, po czym na wszelki wypadek odkaziłam ranę. Wtedy uderzyła do mnie jedna rzecz.
- Przecież mam szkołę... - wyszeptałam. - Mam szkołę! - wrzasnęłam niczym wariatka, po czym niczym poparzona pobiegłam do łazienki. Prędko zdjęłam swoje ciuchy i weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Umyłam się, ubrałam, a nawet zrobiłam sobie lekki makijaż, po czym podbiegłam do mojej komórki, aby sprawdzić godzinę. Nie miałam wiele czasu, ale wystarczająco, żeby przygotować się i dojść do mojej nowej szkoły. Postanowiłam na śniadanie przyrządzić sobie zwyczajne kanapki. Nie miałam ochoty gotować. Zjadłam je powoli, najadając się. Zabrałam moją torbę. Już miałam wybiegać z domu, aby złapać autobus, gdy zatrzymało mnie wołanie mojego imienia. Zdziwiona odwróciłam się, dostrzegając za sobą Mike'a.
- Chcesz żebym cię podwiózł? - spytał się brunet. Pokiwałam głową, po czym weszłam do nie wielkiego samochodu. Zapinałam pas, gdy chłopak odezwał się:
- Poczekaj - zaczął. - Muszę zapalić
- Palisz? - wytrzeszczyłam oczy. To nie było do niego podobne. Mike nigdy nie rozumiał jak ktokolwiek mógł robić coś takiego. Nagle zobaczyłam go z papierosem w ręku i zwyczajnie się pogubiłam. Dlaczego on to robi? Od kiedy?
- Nie widać? - spytał retorycznie. - Poza tym nie powinno cię to interesować - dopowiedział nie zbyt grzecznie. Nie odpowiedziałam. Kolejny raz poczułam się jak idiotka.
- No jasne - mruknęłam pod nosem, próbując ukryć zażenowanie. Odwróciłam się w stronę szybę, po czym zaczęłam rozmyślać. Byłam ciekawa tego jak będzie wyglądał ten dzień. Ewentualne scenariusze zazwyczaj nie kolorowe, zapanowały moją głowę. Bałam się, że ludzie mnie nie polubią, albo, że się wygłupię. Że upadnę, a ludzie będą się śmiać, albo, że jakaś dziewczyna się mnie uczepi, a ja nie będę miała życia do końca roku. Ale był też inny scenariusz. Być niewidzialna. Tyle, że nie miałam takiej mocy, choć bardzo by mi się wtedy przydała. Być niewidzialna. Może to był mój błąd? Może to z tego powodu sprawy się tak potoczyły. Może powinnam była być niewidzialna? Cicha? Szara? Neutralna? Może wtedy ludzie by mnie polubili?
- Mamo? Co jeśli mnie nie polubią? - mała szatynka, siedziała już w samochodzie z małym plecakiem obok. Dotychczas była pewna, że będzie wspaniale, ale wtedy zaczęły łapać ją wątpliwości.
- Polubią - zapewniła ją matka, sztucznie się uśmiechając. Niczego nieświadoma dziewczyna odważyła się jej uwierzyć. Może to właśnie był jej pierwszy błąd?
Moje wspomnienia dźwięk SMS'a. W komórce, w okienku powiadomień zauważyłam, że faktycznie dostałam od kogoś wiadomość. Spojrzałam na nadawcę wiadomości, którym była Ambrell. Otworzyłam ją, po czym zaczęłam czytać.
,,Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o swoim pierwszym dniu w szkole
- A''
Zaczęłam szybko wystukiwać na ekranie telefonu odpowiedz, ukradkiem spoglądając na swojego brata, który nadal wypalał papierosa. Skrzywiłam się, zauważając jak bardzo był w tamtej chwili podobny jest do Ambrell.
,, Oczywiście, że nie. Właściwie jestem już w drodze'' - odpisałam.
Dla zabicia ciszy i nudy w oczekiwaniu na odpowiedz postanowiłam włączyć radio. Tak, więc zrobiłam i nie zastanawiając się wybrałam pierwszą lepszą piosenkę na płycie wsadzonej w odtwarzaczu. Akurat grała jakaś nowa i znana piosenka, której tytułu nie mogłam sobie przypomnieć. Nie pasowała mi, więc postanowiłam, jednak ją zmienić. Sięgnęłam ręką w stronę odtwarzacza, gdy usłyszałam mocne trzaskanie drzwiami. Do środka wszedł mój brat, po czym usiadł na swoim miejscu i szybko odpalił auto.
,,Nie zgubisz się?'' - na moim telefonie ukazała się nowa wiadomość od mojej kuzynki.
,,Mój brat mnie podwozi'' - napisałam do niej, z zaciekawieniem przyglądając się Mike'owi.
- Zapnij pasy - rozkazał mi brunet, sam robiąc to samo. Zrobiłam to, po czym kolejny raz spojrzałam na ekran telefonu.
,,Może inaczej. Mike was nie zgubi?''
,,Raczej nie'' - szybko odpisałam.
- Angelica, zaraz będziemy - poinformował mnie brat, delikatnie hamując.
- Jasne, dzięki - odparłam. Spojrzałam za okno, przyglądając się każdej najmniejszej rzeczy. Widziałam drzewa, krzaki, ale także budynki. Ludzi idących do pracy lub szkoły. Byliśmy już coraz bliżej. Strach i podekscytowanie rozrywało mnie od środka. Po chwili ujrzałam duży szyld z napisem: ,,Witamy w naszej szkole!''. Pot zalał mnie od środka. Widziałam coraz więcej ludzi.
- Hej, Angelica, to tylko szkoła, nie denerwuj się tak - odezwał się Michael, widząc jak bardzo się denerwowałam. Ja tylko przełknęłam ślinę i czekałam na chwilę, gdy auto się zatrzyma. Nie długo, parę minut później Mike stanął na parkingu szkolnym, a ja otworzyłam drzwi ze strony pasażera, wychodząc na zewnątrz. Z moją twarzą zderzyło się świeże powietrze. Od razu poczułam się lepiej. Powoli szłam w stronę budynku. Szkoła była ogromna i zadbana. Widziałam setki okien, umieszczonych w jego ścianach. Setki nastolatków, wchodzących do środka. Być niewidzialna. Próbując wtopić się w tłum w końcu weszłam do budynku. Można uwierzyć mi lub nie, ale gdy pierwszy raz to ujrzałam, aż otworzyłam buzie ze zdziwienia. Musiałam wyglądać co najmniej komicznie. Dwie dziewczyny przechodzące akurat obok zachichotały z mojej reakcji, a ja zawstydzając się lekko, szybko przywróciłam się do porządku. Rozglądałam się po całym korytarzu, próbując znaleźć Ambrell, jednak jej nigdzie nie było. Zaczęłam przeszukiwać całą moją torebkę, aby wziąć do ręki telefon. W końcu go miałam.
,,Gdzie jesteś? - wysłałam. Nerwowo czekałam na odpowiedź, dalej się rozglądając. Już miałam wejść w głąb szkoły i jej poszukać, gdy wpadłam na jakąś dziewczynę. Na oko miała tyle samo lat co ja. Błyszczące długie ciemne włosy, niebieskie oczy i idealną cerę.
- O Boże! Ja tak bardzo przepraszam! - zaczęła dziewczyna, chodząc nerwowo. - Nie zauważyłam cię i... To moja wina, ja... - nagle brunetka spojrzała na osobę, którą potrąciła, którą byłam ja. Zmarszczyła brwi, na chwilę zamilkając.
- To ty jesteś tą nową uczennicą? Angelica Hearingway, tak? - spojrzała na mnie.
- Hemmingway, ale nie martw się było blisko - uśmiechnęłam się do niej. Nastolatka zarumieniła się lekko z powodu swojej głupiej pomyłki.
- Jeszcze raz przepraszam, powinnam ci pomagać, a na razie sprawiam tobie same problemy. Mówiłam Holly, aby nie przydzielała mnie do oprowadzania ciebie, ale ona oczywiście musiała postawić na swoje. Bo przecież Olivia też mogłaby cię oprowadzić! Ale Holly wybrała mnie... - opowiadała ciemnowłosa. Zmarszczyłam brwi nie mogąc połapać się w tym o czym mówiła. Kim była Holly? Kim była Olivia?
- No, tak. Ja jestem Lily - dziewczyna wystawiła do mnie rękę w przyjaznym geście, na początku trochę się wahałam, ale w końcu ją ścisnęłam. Lily uśmiechnęła się do mnie.
- Skoro już tu jesteś chciałabyś abym cię oprowadziła? - spytała przyjaźnie.
- Nie trzeba, my ją oprowadzimy - odezwał się czyjś głos, pochodzący zza mnie. Odwróciłam się, widząc grupę ludzi. Lekki się zaniepokoiłam, ale moje obawy odeszły w bok, gdy pośród ludzi zauważyłam Ambrell. Nie sądziłam, że ma tyle znajomych.
- No chodź mała, nie wstydź się - zachęcał mnie jeden z nich, choć w jego głosie czułam drwinę. Był to wysoki i wysportowany brunet z niesamowitymi oczami. Po chwili odezwała się Ambrell.
- No chodź! - krzyknęła moja kuzynka, śmiejąc się. Spojrzałam na Lily, a raczej na miejsce w jakim niedawno stała. Nie było jej. Nieśmiało ruszyłam ku grupie. Rozległy się gwizdy, klaski i drwiny. Jestem niemal pewna, że byłam cała czerwona. Moje policzki niesamowicie mnie piekły. Najchętniej zakopałabym się pod ziemie. Nie podobało mi się to jak wiele zamieszania robi sobą grupa Ambrell i sama ona.
- Nie zadawaj się z nią - zwróciła się do mnie dziewczyna. Spojrzałam na nią zdezorientowana, nie wiedząc o czym mówi. - Z Lily.
- Dlaczego? - spytałam, kompletnie nie mogąc uwierzyć jak można nie lubić tak sympatycznej dziewczyny. Znaczy, wydawała się sympatyczna, bo tak właściwie nawet jej nie znałam i nie powinnam była jej oceniać. Ale nie zmieniało to tego, że wyglądała na miłą.
- Po prostu tego nie rób - odszepnęła lekko zirytowana. Ja postanowiłam więcej się nie odzywać.
- To tak słuchajcie, to jest Angelica - wzięła głos, wskazując na mnie. - Jest tutaj nowa
- Zauważyliśmy - odezwał się czyjś głos.
- Zamknij się, Trevor - warknęła w stronę jednego z chłopaków. On tylko prychnął, zamilkając. Nagle przede mną pojawiła się niska, blondynka z wielkimi brązowymi oczami. Uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę.
- Miło mi się poznać, Angelica. Jestem Jo - odezwała się. Także się uśmiechnęłam, po czym uścisnęłam jej dłoń.
- Mi również - odparłam, nerwowo spoglądając na resztę grupy przyglądającej się nam. Po chwili podszedł do mnie chłopak. Wysoki, nie chudy, ale nie gruby. Miał piękne duże zielone oczy i brązowe gęste włosy.
- Ja jestem Felix - powiedział, uśmiechając się zniewalająco.
- No, a ja Collin - burknął ten sam wysoki brunet co wcześniej. Nie wyglądał na zbyt ucieszonego moim towarzystwem. Po kolei każdy mi się przedstawił, gdy ja próbowałam to wszystko zapamiętać. W końcu każdy zaczął ze sobą rozmawiać, podczas gdy ja nasłuchiwałam się z boku.
- Hej, Bry! Pamiętasz o sobotniej imprezie? - krzyknął z tego co pamiętałam Trevor.
- Oczywiście, że tak - roześmiała się Ambrell. - Adrianne idzie wraz z tobą? - dopytywała się blondynka.
- Ta, najprawdopodobniej, ale nie jest jeszcze zdecydowana - wymruczał chłopak, a w jego głosie wyczuć można było zdenerwowanie. Najwyraźniej nie chciał o tym rozmawiać.
- Słyszałem, że Elliot robi jeszcze większą imprezę niż zazwyczaj – odezwał się inny chłopak. – I będzie zioło – uśmiechnął się, tego było zbyt wiele. To zdecydowanie nie było towarzystwo dla mnie.
- Ambrell, idę na lekcję – oschle zwróciłam się do mojej kuzynki, a ona spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pójść z tobą? – spytała, sztucznie się uśmiechając.
- Nie dzięki – mruknęłam. Odwróciłam się nerwowo i odeszłam w głąb szkoły, stukając swoimi butami o podłogę.
Tak, nie wiedziałam gdzie jestem. Tak, postąpiłam głupio i tak, właśnie się zgubiłam. Czy może być gorzej? Najwyraźniej, a ja miałam wrażenie, że później będzie tylko gorzej.
---------------------------
Hej kochani! Zdaję sobie sprawę, że na ten rozdział czekać trzeba było naprawdę długo. (czyt. miesiąc), ale uwierzcie mi nigdy nie miałam takiego zawieszenia. Nie dość, że trzeba było poprawić wszystkie oceny, bo jak wiadomo zbliżają się wakację, to nie miałam siły i chęci na napisanie tego rozdziału. Zmieniałam go tysiące razy, tysiące razy zmieniałam imiona, wydarzenia i przyznam, że w pewnym momencie sama się pogubiłam, ale ważne, że rozdział już jest. Postaram się, aby kolejny był już szybciej. Zresztą mam już trochę napisane.
- A